|
Blog > Komentarze do wpisu
O tesknocie i karalnosci glupoty
Bardzo niefajnie jest siedziec w bibliotece i odczuwac ciekawskie spojrzenia ze stron obydwu, ale trudno. O ile uda mi sie pokonac pokuse wydawania pieniedzy, to moze za jakies dwa tygodnie dorobie sie wreszcie komputera. Potem zaczna sie przewaly z podlaczniem do sieci. Wiem, ze moja byla gospodyni dysponowala takowym podlaczeniem, tylko co z tego, skoro sprzedala kobita dom razem ze mna w srodku i pojechala w jasna cholere szukac szczescia na drugim koncu swiata… Nic to, moze nowi wlasciciele okaza sie ludzkimi panami i uda sie z nimi cos uzgodnic. Tak naprawde to powoli zaczyna juz dojrzewac we mnie mysl o powrocie, wiec – poki co na odleglosc – szukam juz sobie pracy w Ojczyznie. Poki co jednak przezylem horror. Horror mial miejsce wczoraj i byl scisle powiazany z glupota, ktora nie wiem, po kim odziedziczylem… Wiem jedno: na alkoholika to ja sie nie nadaje, bo bym umarl w ciagu tygodnia, najdalej miesiaca. Wczoraj wlasnie o malo nie umarlem. Zaczelo sie, jak zwykle niewinnie – kolega z pracy zaprosil na male co nieco w postaci wodeczki. Zamiary mielismy zaprawde niewinne, albowiem na drugi dzien trzeba bylo do pracy. Niestety, zaden z nas sie nazajutrz w firmie nie pojawil… Wstyd, hanba, no po prostu obciach jak sto piecdziesiat. Nie bylem jednak w stanie spalic sie ze wstydu, poniewaz moje trzewia za wszelka cene staraly sie mnie opuscic na zawsze. Starania te trwaly przez kilkanascie (!!!) godzin i bylem juz bliski wymiotowania nie wiem czym – kolanami ,mozgiem, albowiem zoladka i w ogole przewodu pokarmowego z cala pewnoscia juz nie posiadalem. Na domiar wszystkiego przyszla akurat Landlady (byl to ostatni dzien jej pobytu w tym domu) I na moj widok oniemiala, po czym odzyskawszy glos wykrzyknela: “Jezu Chryste, Majkel, dlaczego, na litosc Boska, masz zielona twarz?!”. Wyjasnilem pokrotce (mowienie w takim stanie obcym jezykiem nie nalezy do najlatwiejszych), ze zatrulem sie czyms (powietrze w pokoju musialo jej udzielic informacji odnosnie powodu zatrucia, nie ma mocnych… Matko, jaki wstyd…). Naprawde sie zmartwila, bo chciala wzywac pogotowie. Powiedzialem jednak, ze do wieczora na pewno bedzie lepiej I obiecalem, ze gdyby nie bylo, bede stukal w podloge. Do wieczora jednak lepiej nie bylo, a w lustrze zobaczylem, ze faktycznie mam na twarzy jakies zielonkawo-zolte since. Marskosc watroby jak nic. Zastanawialem sie nawet nad tym, czy ja w ogole jeszcze zyje, czy tylko tak mi sie wydaje. Mietowa herbata okazala sie zbrodniarka, albowiem wzmogla dzialania zolcoiopedne, normalna herbata byla nie do przyjecia przez zoladek, podobnie jak zwykla woda mineralna. Po prostu nic nie bylo do przyjecia. Biegi przelajowe do lazienki, po czym powrot na czworakach do lozka zakonczyly sie okolo godziny 20-tej. Kompletnie wycienczony zapadlem w letarg, z ktorego wybudzalem sie od czasu do czasu, zeby napic sie wody, ktora wreszcie litosciwie zdecydowala sie pozostac w zoladku. I tak do dzisiejszego ranka. Obled. Nieprawdopodobny koszmar. Dzis dzwonilem do szefa i dalejze kajac sie w przeprosinach, ale szefo czlek zyciowy, wiec dostalem rozgrzeszenie. Uffff… A teraz, mili Panstwo, prosze, zacznijcie akcje bardzo intensywnego trzymania kciukow za moj jak najszybszy powrot do kraju… Powiedzmy sobie – pod koniec maja? Co Wy na to? Zadne, ale to zadne pieniadze nie sa warte palniecia sobie w glowe, nieprawdaz? niedziela, 30 marca 2008, freestyler30
Komentarze
Gość: mi?a kole?anka, net12.mlyniec.gda.pl
2008/03/30 19:50:25
a co wyście pili-angielski bimber ?
|
|